Ciekawostki_z_życia_Rodziny_ Anegdoty_Rodzinne Powrót do strony głównej

Ciekawostki z życia Rodziny

Kiedy moja teściowa wybrała się z dużym tortem urodzinowym do swojego teścia, zamiast podziękowań, usłyszała

-lepiej kupiłabyś mi w prezencie "kogutki".

Kogutki, to nic innego, jak popularne tabletki z krzyżykiem, lek na ból głowy. Uciążliwe migreny leczone kogutkami, pozwoliły Stanisławowi Ordyczyńskiego dożyć 90 lat.

Góra

Anegdoty Rodzinne

W sierpniu 1977 roku moja siostra Irena wzięła ślub. Ta data zbiegła się z wizytą w Leżajsku I sekretarza KC PZPR, towarzysza Edwarda Gierka. To było wielkie wydarzenie dla mieszkańców Leżajska. Na tę okoliczność pracownicy Wytwórni Tytoniu dosłownie zamiatali ulicę wokół naszego zakładowego bloku. Drogą tą miał przejechać towarzysz Gierek do ZPOW „Hortex”. Śmialiśmy się wszyscy, uważając, że sprzątają miasto z okazji ślubu mojej siostry.
W drodze do Klasztoru, gdzie miał odbyć się ślub kościelny, spotkali, naszego garbatego sąsiada. Jego garb miał wróżyć szczęśliwe małżeństwo młodej parze. Sądzę, że ten przesąd okazał się prawdziwy.


Kiedy Tomek z rozbitą głową leżał po wypadku w szkole na Oddziale Chirurgii, próbowałam go pocieszać, żeby nie było mu przykro spędzać noce poza domem.

-„musisz być cierpliwy, całą noc Cię będą obserwować”

-„ tak!, czy nie podciągasz dziadkom portfeli!”- wyjaśnił mu Witek


Małgosia S. tak gorliwie przygotowywała córkę Anie do I-szej komunii, że kiedy poszła do sklepu na zakupy poprosiła o dziesiątek rożańca zamiast dziesiątek zapałek.


Tomkowi bardzo podobała się Karolina -koleżanka z innej klasy. Przez całe wakacje tęsknił za nią, nie mógł się z nią spotykać, ponieważ wyjechała do babci. Będąc na wczasach w Hajduszoboszlo ciągle o niej wspominał. Nie mógł się doczekać roku szkolnego, liczył na bliższą znajomość, kiedy wróci z Sarzyny od babci. W pierwszym dniu rozpoczęcia roku szkolnego zapytałam go:

-no i co, widziałeś się z Karoliną?

-Nie! Bo nie pamiętam jak ona wygląda!


Wracając autobusem PKS z wczasów na Węgrzech, byliśmy świadkami przekupstwa celników przez polskich handlarzy. Grupa zbierała pieniądze, by na poszczególnych granicach wręczać gotówkę celnikom. Jedna z handlarek targując się o wysokość łapówki dla słowackiego celnika rzuciła hasło:

„chyba prędzej kurwę w niebie zobaczysz, niż dostaniesz ode mnie dolara”.


Na przyjęciu komunijnym jeden z gości chwalił się, że bardzo dużo zjadł. Na to Pawełek-komunista zareagował:

- „nie! ty nie zjadłeś najwięcej!, tylko Marcin!”.


Ulica Górna przy której mieszkaliśmy wiele lat była jednocześnie placem zabaw moich dzieci i dzieci z okolicznych domów. Przychodziły chętnie bawić się do Jurka, korzystając z huśtawki i kupy piasku, zastępującej piaskownicę. Ja moim chłopakom pozwalałam na uliczne szaleństwa, ciągle latały umorusane po ulicy.
Uliczna piaskownica tak bardzo podobała się Jurkowi, że nie zważając na porę dnia, wymykał się z domu. Pamiętam, jak pewnego jesiennego wieczoru, a raczej nocy, moja teściowa wpadła przerażona do naszego pokoiku, budząc nas ze snu.

-To wy sobie w najlepsze śpicie, a dziecko bawi się w piaskownicy. Bójcie się Boga! Jedenasta godzina! -krzyczała na nas.

Kilkakrotnie zaglądała zza firanki, patrząc na bawiącego się w piaskownicy Jurka. Co on o tej porze robi w piaskownicy? Aż wreszcie nie wytrzymała. Przyleciała do nas, by sprawdzić dlaczego pozwalamy dziecku bawić się o tej porze bez zupełnej opieki.
    Jurek, widocznie nie chcąc nam przeszkadzać w spaniu, cichutko wydostał się z łóżeczka i poszedł sobie na ulicę, nie zważając na porę dnia.


Kiedy moje dzieci były małe, zorganizowałyśmy Mikołaja u mojej siostry w domu. Kupiłam moim chłopcom dość drogie, jak na tamte czasy, prezenty. Drogie zabawki postanowiłam dać dzieciom w domu, gdyż nie chciałam im tych prezentów dać u mojej siostry, w obawie, aby nie było przykro innym dzieciom. Zrobiłam dodatkowo skromne paczki, pojechałam samochodem na spotkanie z „prawdziwym” Mikołajem- w osobie przebranego wujka Tadka. Po drodze mój starszy syn filozofował, że nie wierzy w Mikołaja. Nie wyprowadzałam go z błędu, nie było sensu tłumaczyć mu, że jest inaczej, bo przecież w samochodzie leżały reklamówki z prezentami. Mikołaj okazał się niesamowity. Moim siostrzeńcom przyniósł bardzo dużo zabawek, słodyczy i innych bibelotów mało wartościowych. Moje dzieci poczuły rozgoryczenie widząc taką niesprawiedliwość. Nie ukrywały rozczarowania. Kiedy w drodze powrotnej Jurek, ze łzami w oczach narzekał na niesprawiedliwego Mikołaja, skwitowałam: „Przecież mówiłeś, że nie wierzysz w Mikołaja!”. Na to Jurek wykrzyknął:
-„Skąd miałem wiedzieć, że on naprawdę istnieje!”


 

Góra

 

     

Księga Gości-przeglądanie Powrót do strony głównej

Annie O                 

Strona utworzona: 2004-08-12

Aktualizacja strony: 2006-11-18