Ciekawostki_z_życia_Rodziny_
Anegdoty_Rodzinne
Powrót do strony głównej
Kiedy moja teściowa wybrała się z dużym tortem urodzinowym do swojego teścia, zamiast podziękowań, usłyszała
-lepiej kupiłabyś mi w prezencie "kogutki".
Kogutki, to nic innego, jak popularne tabletki z krzyżykiem, lek na ból głowy. Uciążliwe migreny leczone kogutkami, pozwoliły Stanisławowi Ordyczyńskiego dożyć 90 lat.
Kiedy Tomek z rozbitą głową leżał po wypadku w szkole na Oddziale Chirurgii, próbowałam go pocieszać, żeby nie było mu przykro spędzać noce poza domem.
-„musisz być cierpliwy, całą noc Cię będą obserwować”
-„ tak!, czy nie podciągasz dziadkom portfeli!”- wyjaśnił mu Witek
Małgosia S. tak gorliwie przygotowywała córkę Anie do I-szej komunii, że kiedy poszła do sklepu na zakupy poprosiła o dziesiątek rożańca zamiast dziesiątek zapałek.
Tomkowi bardzo podobała się Karolina -koleżanka z innej klasy. Przez całe wakacje tęsknił za nią, nie mógł się z nią spotykać, ponieważ wyjechała do babci. Będąc na wczasach w Hajduszoboszlo ciągle o niej wspominał. Nie mógł się doczekać roku szkolnego, liczył na bliższą znajomość, kiedy wróci z Sarzyny od babci. W pierwszym dniu rozpoczęcia roku szkolnego zapytałam go:
-no i co, widziałeś się z Karoliną?
-Nie! Bo nie pamiętam jak ona wygląda!
Wracając autobusem PKS z wczasów na Węgrzech, byliśmy świadkami przekupstwa celników przez polskich handlarzy. Grupa zbierała pieniądze, by na poszczególnych granicach wręczać gotówkę celnikom. Jedna z handlarek targując się o wysokość łapówki dla słowackiego celnika rzuciła hasło:
„chyba prędzej kurwę w niebie zobaczysz, niż dostaniesz ode mnie dolara”.
Na przyjęciu komunijnym jeden z gości chwalił się, że bardzo dużo zjadł. Na to Pawełek-komunista zareagował:
- „nie! ty nie zjadłeś najwięcej!, tylko Marcin!”.
Ulica Górna przy której mieszkaliśmy wiele lat była jednocześnie placem zabaw
moich dzieci i dzieci z okolicznych domów. Przychodziły chętnie bawić się do
Jurka, korzystając z huśtawki i kupy piasku, zastępującej piaskownicę. Ja moim
chłopakom pozwalałam na uliczne szaleństwa, ciągle latały umorusane po ulicy.
Uliczna piaskownica tak bardzo podobała się Jurkowi, że nie zważając na porę
dnia, wymykał się z domu. Pamiętam, jak pewnego jesiennego wieczoru, a raczej
nocy, moja teściowa wpadła przerażona do naszego pokoiku, budząc nas ze snu.
-To wy sobie w najlepsze śpicie, a dziecko bawi się w piaskownicy. Bójcie się Boga! Jedenasta godzina! -krzyczała na nas.
Kilkakrotnie zaglądała zza firanki, patrząc na bawiącego się w piaskownicy
Jurka. Co on o tej porze robi w piaskownicy? Aż wreszcie nie wytrzymała.
Przyleciała do nas, by sprawdzić dlaczego pozwalamy dziecku bawić się o tej
porze bez zupełnej opieki.
Jurek, widocznie nie chcąc nam przeszkadzać w spaniu,
cichutko wydostał się z łóżeczka i poszedł sobie na ulicę, nie zważając na porę
dnia.
Kiedy moje dzieci były małe, zorganizowałyśmy Mikołaja u mojej siostry w
domu. Kupiłam moim chłopcom dość drogie, jak na tamte czasy, prezenty. Drogie
zabawki postanowiłam dać dzieciom w domu, gdyż nie chciałam im tych prezentów
dać u mojej siostry, w obawie, aby nie było przykro innym dzieciom. Zrobiłam
dodatkowo skromne paczki, pojechałam samochodem na spotkanie z „prawdziwym”
Mikołajem- w osobie przebranego wujka Tadka. Po drodze mój starszy syn
filozofował, że nie wierzy w Mikołaja. Nie wyprowadzałam go z błędu, nie było
sensu tłumaczyć mu, że jest inaczej, bo przecież w samochodzie leżały reklamówki
z prezentami. Mikołaj okazał się niesamowity. Moim siostrzeńcom przyniósł bardzo
dużo zabawek, słodyczy i innych bibelotów mało wartościowych. Moje dzieci
poczuły rozgoryczenie widząc taką niesprawiedliwość. Nie ukrywały rozczarowania.
Kiedy w drodze powrotnej Jurek, ze łzami w oczach narzekał na niesprawiedliwego
Mikołaja, skwitowałam: „Przecież mówiłeś, że nie wierzysz w Mikołaja!”. Na to
Jurek wykrzyknął:
-„Skąd miałem wiedzieć, że on naprawdę istnieje!”
Strona utworzona: 2004-08-12
Aktualizacja strony: 2006-11-18