Jesteś Gościem na mojej stronie  

  O mnie     Leżajsk-moje miasto    Fotografuj swoje marzenia, dokumentuj swoje pasje   Strona na ONET  Mój dom-oazą szczęścia   Ogródek Jordanowski

Powrót   


Kiedy przeglądam stare zdjęcia, z nostalgią przywołuję wspomnienia moich dziecięcych lat. Zastanawiam się jak przeżyłam te lata, a jak przeżyły je moje dzieci? W końcu urodziły się pod inną gwiazdą, w innych czasach, wychowywały się w zupełnie innym środowisku.

Wyidealizowałam sobie mój świat dzieciństwa. Pozwala mi wierzyć, że był on cudowny, zaczarowany i szczęśliwy.

Urodziłam się 24 lutego 1954 roku w Leżajsku, małej porodówce w pobliżu świętego Klasztoru O.O. Bernardynów. Urodziłam się w czepku, który zwiastować powinien  szczęśliwe życie, ale urodziłam się w środę popielcową, dzień wielkiego postu, skromności, wyrzeczeń. Które z tych symboli przylgnęło do mojego życia, które z nich dało mi paszport w świat?

Mój pierworodny syn Jurek urodził się kilkaset metrów dalej, w nowo wybudowanym szpitalu, 28 lat później. Czasy, w których przyszło mu przywitać świat, nie były łatwe. Stan wojenny, trwający już prawie od roku, zapowiadana wizytacja komisji wojskowej w szpitalu, porządki, bieganina personelu medycznego ... Nikt nie miał czasu przejmować się nowo narodzonymi dziećmi.

W sklepach puste półki,  produkty spożywcze były niestety reglamentowane na kartki.

W latach 80. wiele różnych artykułów było reglamentowanych: mydło, proszek do prania, mąka, inne produkty zbożowe, czekolada, cukierki, papierosy, a nawet wódka.

 

Mój drugi syn Tomasz przyszedł na świat 21 grudnia 1985 roku.  


W tym budynku przed laty mieścił się żłobek, do którego codziennie odprowadzał mnie ojciec. Byłam podobno najgrzeczniejszym i bardzo samodzielnym dzieckiem w tym żłobku. Opiekowały się mną siostry zakonne. Bardzo mnie podobno chwaliły.

Pamiętam z tego okresu posiłki na ganku, dużym, oszklonym.. Przez wiele lat prześladował mnie obraz jakiejś zupki na talerzu, nie umiałam jej nazwać. Dopiero, kiedy w akademiku podano mi na śniadanie owsiankę, dostałam olśnienia. To przecież ten smak, który mnie prześladował przez tyle lat. Mama nigdy nie karmiła nas owsianką, skąd miałam wiedzieć, co to za zupa? Kiedy odkryłam tę tajemnicę, poczułam się, jakby mi kamień spadł z serca. Byłam szczęśliwa i dumna.

Jurek Ordyczyński  Mój syn Jurek, był najmłodszym dzieckiem żłobka. Miał 6 miesięcy, kiedy zdecydowałam się oddać go w ręce troskliwych opiekunek żłobka w Leżajsku. Kiedy trochę podrósł, był niesfornym, żywym dzieciakiem. Razem z Tomkiem Gramatyką i Kubą Szewcem tworzyli niezły tercet, sprawiający kłopot paniom w żłobku.

 

Janina Ordyczyńska -babcia


     Tort z pierwszą urodzinową świeczką w towarzystwie babć.

 

 

 

 


     Przedszkole, do którego chodziłam wraz z moimi starszymi siostrami, mieściło się w zabytkowym budynku z XVII w. przy ulicy Sandomierskiej 31 (dawnej Koszykarskiej). Lubiłam jazdę na rowerku na trzech kółkach. Mój syn Jurek również uwielbiał szaleć po ulicy Górnej na rowerku.  Sprawiał mi tym wiele kłopotów, bo uganiałam się za nim, w trosce o bezpieczeństwo.

 

           

 

 

 

Zamieszkaliśmy przy ulicy Furgalskiego, a ponieważ obok był Ogródek Jordanowski, większość czasu spędzałam na huśtawkach i w ogródkowej piaskownicy.   >>> Ogródek Jordanowski

          

 

 


           


           

                   

                               

   

                           

   

Powrót   

Data aktualizacji: 2010-04-06